Nieśmiertelność

Gdynia, 07 maja 2012

Weszłam do księgarni, by kupić e-czytnik dla zelektronizowanego chrześniaka. Zanim jednak dotarłam do działu „technologia XXI wieku”, po drodze zatrzymały mnie porządne, tradycyjne półki z papierowym dorobkiem wielkich i nieco mniejszych autorów. Och, cóż za zapach… mmm… druk i papier… ekstaza… oczy skaczą po tytułach, dłonie gładzą okładki. Natręctwo uaktywnione. Nie potrafię wejść do księgarni nawet z najmisterniejszym planem zakupienia jednej konkretnej pozycji, bo zawsze jakaś nieoczekiwana niespodzianka wyłoni się ni stąd ni zowąd. Tym razem profesor Szczeklik, który tak niedawno odszedł – a którego Katharsis i Kore uwielbiam – cicho rzucił w moją stronę to słowo zaprzątające mi umysł od dłuższego czasu ’Nieśmiertelność’. Wzięłam do ręki i bez baczenia na coraz bardziej pusty portfel kupiłam. Bez zastanowienia nad sensem kolejnego drzewa przerobionego na papier dla nienasyconych ludzi. Bez rozważania sensu kolejnej książki w wielotysięcznej bibliotece domowej.
Cudowna. To moja nowa biblia. A nawet Biblia. O tym wszystkim, co tak porywa me myśli od dawna… jeden temat pociąga za sobą drugi, zazębiają się ze sobą fizyka i chemia, biologia i astronomia, alchemia i medycyna, filozofia i znów fizyka… to jak religia doskonała, poezja naszego wszechświata… Jest o stworzeniu i przemijaniu, o ponownym pojawianiu się… niesamowite. Jedna i ta sama energia znów do mnie wraca w tych rozmyślaniach popartych odkryciami naukowymi. Ostatnio rozmawialiśmy z Filipem na temat dyletanctwa tych, których interesuje wszystko i przyczynkarstwa tych, którzy wiecznie tkwią w w jednym temacie raz obranym… Esej innego profesora – Kołakowskiego sprowokował tę emocjonalną dyskusję; o tym czy humaniści mogą znaleźć porozumienie z umysłami ścisłymi, czy poeta i inżynier znajdą punkt wspólny, czy mogą obyć się bez wzajemnej ignorancji. Oczywiście ja – odwieczna dyletantka – wywołałam nazwiska Da Vinci, Newton, Darwin – te bardziej oczywiste. Potem pojawili się inni, których nie zadowalała jedna kategoria pytań teleturniejowych – Jostein Gaarder, Michio Kaku, Kostro… A przecież zapomniałam wtedy właśnie o Szczekliku (któż śmiałby go dyletantem nazwać?!), który też o tym pisze i jeszcze wymienia Demokryta i Hipokratesa… tyle rzeczy ich ciekawiło. Owszem, można podziubać wszystkiego po trochu i tak na prawdę nic nie wiedzieć, ale i można wiedzieć po trosze ze wszystkich fascynujących tematów świata. Wszystko jest takie ciekawe i daje się znaleźć wspólny dla nich mianownik. Jak martwi mnie krótka chwila dana nam na ziemi, bo wszystkiego nie da się ogarnąć. Ale gdyby tę tytułową nieśmiertelność pojąć jako formę naszych powrotów tu…? Muszę to dobrze przemyśleć jeszcze zanim zanotuję.
I te wszystkie nauki funkcjonują, badają, są opowiadane za pomocą mojej najgłębszej w przemyśleniach kategorii – języka. A zatem słowa, etymologia… ach, brak mi tchu na wszystko…

KOMENTARZE
diaz
Największe wytwory ludzkiego ducha to jednak takie kulturowe czomolungmy i mostów nie da się między nimi rzucić, ale powspinać się warto. Nawet jeśli miałaby to być wędrówka bez możliwości powrotu w doliny, na których miałby się odbyć wspólny piknik.
Beata
Taka wspinaczka, to nasza tęsknota za wieżą Babel. Ciągle mamy nadzieję poznać tajemnicę. A może wystarczy znaleźć sposób na przerzucanie mostów na takich wysokościach? Natomiast uśmiech jest wspaniałym masażem nie tylko mięśni twarzy, ale i bruzd mózgowych :) zatem zaleca się.
diaz
Nie, Beato, nie zgadzam się. Musisz jednak wrócić z postami na blogowisko, aby nasze gadanie miało ciąg dalszy. Pozdrawiam :)
Beata
diazie, Nie zgadzasz się na przerzucanie mostów? Czy masz inne zdanie co do tęsknot naszych?
diaz
Opowieść o wieży Babel wciąż kryje przede mną swoją tajemnicę. W gruncie rzeczy miała ona służyć jedności rodzaju ludzkiego. W samym jednak zamyśle jej budowy widzę ludzką potrzebę przekraczania nieprzekraczalnego, co w kulturze oceniam bardzo pozytywnie. Mostów się trochę boję, bo jakaś izolacja też czasami chroni nas przed zdominowaniem przez sprawniejszych technologicznie. Gdyby literatura na przykład dała się wyrazić matematycznie, to by ją już pisały komputery. To prościutki przykład i może prymitywny. W przyszłości podam ciekawsze, bardziej skomplikowane. Pozdrawiam :)
Beata
Wieża Babel od chwili swojego istnienia, a raczej od momentu, w którym przestała istnieć jest elementem ludzkiego życia, który w formie opowieści, idei, pragnień, badań naukowych, przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Dlatego też nie było pokolenia NIEzafascynowanego odkrywaniem tajemnic – nawet jeśli miałoby to się wiązać z wypędzeniem z raju… wiele poświęcamy dla naszych wież, brniemy uparcie wierząc w powodzenie misji. Zaś mosty… ja je lubię i nie boję się – wręcz przeciwnie, dają mi nadzieję, że po drugiej stronie jest coś, czego szukam; są impulsem do działania – chcesz osiągnąć coś, przejdź przez most, pokonaj rzekę niekoniecznie pod prąd – bądź ponad prądem; wreszcie są jak otwarta brama, po drugiej stronie może być inna kraina, warta poznania… a jeśli chcę izolacji…. palę most. Podobno wszystko da się wyrazić matematycznie – jednak literatura napisana przez komputer zmartwi mnie… wolę myśleć, że emocje tworzące literaturę na razie należą tylko do ludzi. Czy komputer odda mój chaos? (to przejmujące, ale nawet chaos jest uporządkowany matematycznie – jest jakaś taka teoria)
diaz 
Chaos-twórczość być może da się matematycznie badać, ale z natury swej zawsze wyprzedza on – chaos (i ona – twórczość) to badanie o krok. I ten krok bardzo sobie cenię. Mostów – jak pisałem – boję się tylko trochę. Na ogół doceniam ich zalety.