Co słonko widziało, czyli opowieść mi(s)tyczna w obrazach

03.02.2014

Preludium do optymistycznego powrotu



3190_0.983339001391464491_buty bruk glob pareidolia

Młoda duchem, układem kostnym zaś w wieku średnim, Dziewczyna stała nad fjordem. Już kolejny raz odwróciła się, by spojrzeć na drogę przebytą od wschodu. Słońce wstawało ponownie – co obiecał jej drobny człowiek stojący między dębami. Bogu dzięki, że znów się obudziła! Grieg dyrygował, a Peer Gynt udowadniał, że woli pasać gęsi. Pomyślała, że czas zrzucić ciasny gorset przyzwyczajeń, lecz wysuwająca się na pierwszy plan myśli teoria grawitacji przypomniała, że nie tylko jej szkielet przekroczył wcale nie magiczną linię kobiecej dojrzałości. Poluzowała więc zaledwie sznurki, by móc głęboko wciągnąć pachnące przygodą powietrze przyniesione przez wiatry od strony oceanu. Płaskostopie poprzeczne dokuczało ściśnięte w pantoflach sprezentowanych przez Millę Jot. Z żalem – bo wysoki obcas tak pięknie wysmukla łydkę – zamiast gorsetu zrzuciła ulubione prady i wybiegła wyjściem ewakuacyjnym z balu histeryków, któremu patronował oczywiście pląsający święty Wit. Szerokim łukiem ominęła gaśnicę, gdyż nie zamierzała tracić czasu gasząc zgliszcza na nic już przydatne. Przed nią, niczym przed Dorotką, rozpościerała się nie taka żółta ceglana droga. Wyruszyła odważnie. Gdy tylko poranne słońce Griega wychyliło się zza horyzontu już w całej swej średnicy, głosem Judy Garland zanuciła ”(Somewhere) over the rainbow”.

- Nie będę Solvejgą! Nie wypłaczę już i tak krótkowidzących oczu! Ponad tęczą drozdy takie cudne trelują. Wyruszam w nową podróż i Guzik! Z pętelką. – zbiegła z góry nad fjordem pochylonej… a może był to jednak gdyński klif? Śmiała się w głos, gdy wiatr plątał jej włosy. Świat to tylko mała kula, którą może zmieścić w swych obu – jakże pojemnych – dłoniach. Obliczywszy dokładną długość i szerokość geograficzną swoich marzeń, zdjęcie w ramce położyła obrazkiem odlatujących aniołów do dołu. Wypłynie na otwarte przestrzenie, by zmierzyć się z lewiatanami rozklonowanymi przez pijanych naukowców w laboratorium nieodpowiedzialnie ich zatrudniającego Losu.

Na stole mesy jej okrętu cieplutkie pulki* parowały. Dziewczyna z wyraźnymi objawami pareidolii zauważyła w ziemniaczanej parze dobrotliwą kałamarnicę, która otuliła ją ośmioma ramionami: przyjaźni, wiary, nadziei, miłości, dobrobytu, zdrowia, sukcesu w pracy i spełnienia marzeń. Głowonóg szepnął: Nie bój się węży Gorgony, jednorożec wypłakał już wszystkie łzy na nie. Teraz z pegazem leć szczęśliwa, leć nim w niskim wieczornym słońcu cienie nasze większe będą niźli my sami.

 

* kartofelki po kaszubsku, najlepsze śledziem przekładane…

(tekst w oparciu o dramat Henrika Ibsena „Peer Gynt” i z wykorzystaniem słów, które zalęgły się w moim umyśle po różnorodnych lekturach poetów polskich i zagranicznych)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.