Co u ciebie? I dlaczego?

Plan był wielki: rzucić to w diabły; wydać książkę, potem drugą i czternastą; chodzić wzdłuż Tagu i przysiadać co kilkaset metrów na lampkę porto; zapomnieć, że się miało jakieś misje – co to psu na budę…

Pytania są tylko delikatnie wścibskie: i dlaczego stamtąd wróciłaś? Ale Norwegia? Piszesz tam chociaż? Nie potrzebujesz nas? Z czego żyjesz?

Rzeczywistość jest niezmierzalnie doskonała: Wszechświat zawsze nam sprzyja, tylko my czasem upieramy się, że miało być inaczej. 

Podróż po Europie z naciskiem czasowym na Portugalię była przecudna. Nie waham się ocenić jej jako najcudowniejszej ze wszystkich dotychczasowych podróży. Portugalia nie zawiodła mnie – o czym jeszcze nie raz szerzej napiszę. Wino tamże tylko i wyłącznie potwierdziło wcześniejsze obawy „mogłabym pić codziennie”. Ludzie otwarci, ale nie nachalni. Uliczki ukochanej Alfamy takie, jakie miały być… Powrót do ojczyzny nastąpił na chwilę, by parę spraw załatwić i wtedy oszołomiło mnie to nieoczekiwane zaproszenie do Norwegii. Uzasadnienie? Bo: przecież mam przedłużone jakby wakacje, szukam odpoczynku od hałasu i nadmiaru tłumów, a poza tym… „sama rozumiesz, urokowi się nie oprzesz…”. 

Siedzę zatem drugą godzinę przy oknie z widokiem na skrzyżowanie dwóch fjordów, w dłoniach kubek z kawą budzi komórki do nowego dnia. Wstałam od stoło-biurka, by upiec drożdżowe warkocze z jabłkami i kruszonką cynamonową. Poszłam w ten świeżo naprószony śnieg na spacer brzegiem wody. Góry nad fjordami są bajecznie bialuśkie, zasłaniają już słońce. Jest jakaś promienistość na niebie, stąd wiem, że słońce ciągle żyje, lecz w tej miejscowości pojawi się na niebie dopiero w lutym… ależ nieoczekiwane doświadczenie mi się przytrafiło! Zwłaszcza, że miałam w słonecznej Portugalii wygrzewać twarz. Wróciłam ze spaceru, włączyłam audiobook jakiś (nareszcie nauczyłam się ich słuchać! Poprzednie próby kończyły się odpływającymi myślami, nie potrafiącymi skupić się na gadaniu nagranym), żeby mi towarzyszył podczas gotowania kaszy jaglanej z warzywami. Sikorki wiszą na spiralnym karmniczku w oknie i drą słodko dzioby. Rozmowa z dzieckiem samodzielnym coraz bardziej nie jest zbyt długa. Dziecko nie ma czasu. Wynalezienie sposobu wykorzystania jakichś tych fal tak, żeby ten niezrozumiały (dla mnie) internet nam przesyłać, uważam za boskie. Znów siadam do stoło-biurka, piszę swój skandynawski thriller psychologiczny. Po kolejnej godzinie przesiadam się z książką w dłoni na fotel. Pochłania mnie to czytanie tak bardzo, że nie słyszę powrotu gospodarza…

Opowiada mi o swoim dniu. A u Ciebie? – pyta. Uśmiecham się szczęśliwa: To samo co wczoraj. Czyli dobrze. 

Lekcje przez skype – ciągle są do mnie chętni. Chwytam wyszywankę i relaksuję dalej mój umysł, wplatając igłą wzór w tkaninę… Gra Diana Krall. Przed snem znów lektura, podczas której nie zasypiam – jak to miało miejsce jeszcze kilka miesięcy temu! I jeszcze mała medytacja się zmieści albo joga, albo choć skupienie na oddechu. 

Tyle zajęć zmieściłam w jednym dniu… i wszystkie, które uwielbiam. Nic męczącego się nie wydarzyło… a więc takie życie jest możliwe…

A kiedy Portugalia? Gdy ten Wszechświat tak zdecyduje. Poddaję się prądowi tej rzeki, tego fjordu, tego czasu kompletnie ufna. Przede mną jeszcze Nike, Pulitzer, Nobel… czy jak im tam…

4 Komentarze

  1. Ależ to brzmi bajecznie..opisałaś to tak plastycznie, ze przez chwilę znalazłam się w Twoim świecie..Z refleksją, że to tak może być ..po prostu, biurko- stół.warkocz z jabłuszkowym nadzieniem/wyszywanka, spacer,sikorki świergolące za oknem spojrzenie na zaśnieżony świat..i spokój..cieszę się, że tam jesteś..i chętnie znowóż zaglądnę za jakiś czas..pozdrowienia uśmiechnięta gdynianko…buziaki od nas…

    • Jeżeli znalazłaś się tu choć na chwilę to znaczy, że słowo ma moc… i tu jest bajecznie, tak jak brzmi. Rozkoszuję się tym, co dostałam na ten moment w życiu. Korzystam garściami i chłonę duszą. Co potem… życie pokaże. Dziękuję Wam za pozdrowienia, droga Mariolu. I ja Was ściskam przeserdecznie, uśmiech posyłając.

  2. Ależ u Ciebie pięknie!!! Nie wiem, czy nadal jesteś tam, gdzie byłaś, gdy to pisałaś, bo czytam z dużym opóźnieniem. Co prawda, chyba wolałabym Portugalię niż Norwegię, ale doświadczenia oba wydają się wspaniałe!
    Powodzenia w pisaniu i radości z tworzenia życzę.

    Poczęstowałam się ciastem – dziękuję. :-)

    • Dziękuję Ci, fibulo, za życzenia. Schowane w kieszeni już. Na drogę.
      Ciasto zawsze pachnące czeka na gościa, zapraszam. :)
      Do tego ten widok jest powalający. Wiele przyjemności podczas jednej wizyty obiecuję.
      Wolę ciepło południa – bardzo wolę… ale tu spotkało mnie już tyle niespodzianek, że nie chciałabym tej Norwegii skrzywdzić niesprawiedliwym rankingiem krain tej Ziemi ;)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.