Nowe Początki…?

Daty granice, daty bramy, daty specjalne… od tego momentu świat się zmieni, życie stanie się ważniejsze, pełniejsze, lepsze… bzdura… takie naiwne upiększanie sobie Drogi, wiara w cuda, magię, wyjątkowość jednego losu… oczekiwanie spełnienia niespełnialnego, oczekiwanie synchronizacji ścieżek nieznajomych po to, by zaistniało coś zjawiskowego… życzenia, ze wzrokiem wbitym w niebo, wypowiadane do Boga, do bogiń, do gwiazdpostanowienia poprawy, uważności, konsekwencji… marzenia, pragnienia, potrzeby od tej daty poddane zostają planowi realizacji… i od daty bliżej nie zapamiętanej są porzucane… listy nazwisk osób, do których należy wreszcie zadzwonić, napisać… listy wydatków kontrolowanych w końcu systematycznie… listy zadań codziennych, słówek obcego języka, książek do przeczytania, płyt do odsłuchania… zakup nowego pamiętnika i zamiar wpisywania tylko dobrych spraw do niego… ukrycie starego pamiętnika głęboko i zamiar nie wracania do spraw, do których nie chce się wracać… 

Data odetchnięcia Nowym jest tylko datą w kalendarzu. Człowiek potrzebuje punktu zaczepienia. Wszechświat nie kontroluje Czasu. Nie ma „myśli” pod tytułem: OD TERAZ…

Druga godzina pierwszego dnia Nowego Roku… zbieram się do łóżka (wiek zobowiązuje), ale On zadziera głowę i mnie woła z nieczęstą ostatnio ekscytacją w głosie… a tam… zorza!

Moja pierwsza w życiu zorza. Trochę „nieświetlista”, gdyż światła miejscowości kradną blask. Ale zorza. Faluje nad nami łukiem, rozciągnięta od zachodniego do wschodniego horyzontu (lub odwrotnie), zmienia formy, zwęża i rozszerza swoją promienistość, zakręca spirale, tworzy kolumny, które nieoczekiwanie stają się rzędami, pasami, smugami wiatru słonecznego. 

Oczywiście, że to kolejny znak. Oczywiście, że moje życie jest niesamowite. Oczywiście, że mam nieopisywalne (!) szczęście. Oczywiście, że Wszechświat mnie kocha i obdarowuje prezentami regularnie.

Około południa nad szczytem góry kołował orzeł. Daleko, po drugiej stronie fjordu, ale widoczny. 

Szcześliwego Nowego Początku czegokolwiek, Każdemu.

2 Komentarze

  1. Tak się składa, że nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek sporządzała listy postanowień noworocznych i innych chyba też nie (owszem, jakieś codzienne wypunktowania – zrobić to i to, często spisuję, bo ułatwia mi to organizację). Po prostu nie czułam takiej potrzeby i nawet zastanawiałam się, czy ze mną wszystko OK, bo „wszyscy wszędzie” postanawiają, a ja jak odmieniec. Ale w sumie Twój wpis mnie trochę uspokoił. ;-)

    I ta zorza, ach!, zazdroszczę (zawsze brak mi słowa odpowiedniego w takiej sytuacji, bo to nie tyle zazdrość, co też chcenie ujrzenia tego, co Cię zachwyciło). :-)

    Życzenia piękne, dziękuję!

    • Wiem, moja Droga, jaka to zazdrość. Znam ją doskonale od dawien dawna. Nie ma w niej zawiści, złorzeczenia – jest pragnienie dzielenia… :)
      Gdy przytrafiają mi się cuda, to chwalę się, nie z wyższością, lecz z zadowoleniem, że obdzielam innych niecodzienną radością. A ci, którzy chcą, biorą sobie po kawałku mojego szczęścia.
      Na zdrowie ;) bierzcie do woli.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.