Znów

O przesileniu wiosennym było już tyle razy, że aż sama siebie zaczynam nudzić. Te niewytłumaczalne (?) zmęczenie, senność, irytacja na przymrozki tylko pogarszają sprawę. Zatem, jak każdego roku, pracuję nad optymizmem wrodzonym (a jakże!) i na siłę wypatruję zalążków liści i kwiatów, oszołomionych much i zaspanych biedronek. 

Ale jak można czterdziesty któryś raz zachwycać się kwitnącymi mirabelkami, co to jak chwasty porastają trójmiejskie okolice? Ileż razy można wzdychać do bladoróżowego kwiecia wiśni i jabłoni? A za oknem tymczasowego miejsca postoju, na starutkiej, powykręcanej jabłoni siadają grubodzioby, rudziki i drą dziobate paszcze – co oznacza, że JEST wiosna. Nie żadne przesilenie – wiosna, panie sierżancie. Niepewnie jeszcze otwieram okno, oczekując wtargnięcia chłodu. Koty ciekawie wciskają różowe nosy w te rozchylone szklane kurtyny. Wąchają powietrze znad morza docierające, lecz wzroku nie odrywając od maleńkiego kopciuszka na gałęzi brzoskwini o wielkich pąkach przeskakującego. 

No jest pięknie. Kolejna wiosna nam dana, oj dana, dana. Hej! 

Telefon woła do spraw niewiosennych. Maile gadają o sprawach nieistotnych. Kawa ostygła. Obsychająca kanapka błaga o zieleń nowalijkowego szczypiorku. Jeszcze nie teraz. Jeszcze chwilę. W międzyczasie, aby ciche oczekiwanie zaszeleścić papierem, rozkladam biały arkusz, wyciągam klej i nożyczki z szuflady i dwa numery „Zwierciadła”. W tym roku wystarczą dwa do nowej mapy marzeń. Zeszłoroczna nie pozwoliła zbłądzić. Tylko do dwóch celów nie zdążyłam dotrzeć. Bo w innych miejscach zabawiłam dłużej, nie bez chęci. Złożyłam ją na cztery, rozprostowując zagięte rogi, które ukrywały wygraną w totka i… ten sekret dojrzewającej artystki.

Tegoroczna mapa jest gładka jeszcze. Tu się przykleiło drewno wiejskiej chaty, tam plaża piaszczysta, słońce nad szczytami gór, maszyna do pisania, pióro, świeże figi obok dojrzewającego sera, serduszka, gwiazdeczki, pierdółki codzienności… obok numerów do lotto. Pierwszy nów wiosenny za trzy dni, dokleję jeszcze słowa miłości do siebie i na czas nową mapę uploaduję do GPSa mojej duszy. 

Nożyczkami poznaczone „Zwierciadła” rozłożyły się swobodnie na podłodze. Koty „ożywiają” odcięte skrawki stron, podrzucając je gwałtownie, po uprzedniej obserwacji w kocim bezruchu. Sroka krzyczy na niezwracające na nią uwagi mewy. Przymykam oczy, oddycham znów gdyńską wiosną.