Wieczór autorski przedpapierowy

Pisze wydawnictwo. Ono, że wyda – ja, że hura! Ono, że współfinansowanie – ja, że bez jaj… Przyjaciele: no i?

Tak w skrócie wygląda mój przełom października i listopada 2016.

Gdy człowiekowi opadają skrzydła, to może jeszcze dodatkowo podkulić ogon, lub może wyprostować kręgosłup i zakasać rękawy (zwłaszcza, że krępują skrzydła). Może posłuchać znajomych i przyjaciół i chwytać tę okazję, która właśnie się nadarza. Nadarzyło się Novae Res. Nadarzyła się szara eminencja Justyna, która wpadła na pomysł, ale rzadko ujawnia ludziom, że pomysł jest jej. I nadarzyły się (kolejność przypadkowa): Asia, Ania, Asia, Asia, Asia, Agata, Beata, Alicja, Hania, Darek, Jacek, Hubert, Robert. Nadarzyła się Agnieszka, która wierzy w crowdfunding, więc powstał projekt. Przygotowali dla mnie wieczór autorski, z muzyką na żywo, z opowieściami o książce i o życiu. Przybyli różni znajomi i nieznajomi (!!!): koledzy z miejsc pracy byłej, moi uczniowie z różnych roczników – pierwsi wychowankowie, którzy już są dorośli, rodzice moich uczniów, przyjaciele z dzieciństwa, z liceum, rodzina. Ludzie słuchali, zadawali pytania i wrzucali pieniądze do skarbonki. Wiele osób, które nie mogły przybyć, napisały do mnie słowa wsparcia, wpłaciły kasę na konto crowdfundingowe. I znów powinna być lista imion: Ania i Irek, Darek, Gosia i Scott, Emila, Basia, Ania, Gosia, Kasia, Zosia, Hania, Karolina, Kuba, Michał… no gubię się…

Jacek Siciarek i Hubert  Świątek grali nam cudnie – jesiennie, ale ciepło. Wino się lało rubinowo i złoto, rzucając cienie na ściany i twarze zasłuchanych. Pyszne przekąski syciły i kusiły różnorodnością.

Ania nerwowa, że coś nie po jej myśli, a jednak żartując, by ciśnienie obniżyć, przesuwa świeczki, żeby ładnie oświetlały pomieszczenia. Asia szuka kierownika zamieszania. Justyna z anielskim spokojem na twarzy uśmiecha się, ale wiem, że w środku cała jest czujna, szeptem doradza wokół, co jeszcze, co inaczej, co koniecznie. Druga Asia słabowita tego dnia, samopoczucie minus dziesięć, ale wzruszona prowadzi wywiad. Alicja – obserwator ludzi, rejestruje wewnętrzną kamerą reakcje tłumu na moje słowa, wzrokiem mnie uspokaja: dobrze. Jest dobrze. Beata i Hania zastawiły stoły smakołykami i patrzą na mnie spokojne. Wszystko jest jak należy. Asia trzecia upewniła się czy przygotowana przez nią skarbonka stoi w odpowiednim miejscu. Agata wyjaśniła proces powstawania zakładek do książek, które są pamiątką dla gości. Darek robi zdjęcia, nagrywa co plotę.

Ja? Oczywiście, że byłam zachwycona, oczywiście, że – jak to ja – miałam dużo do powiedzenia, pomimo próśb o „w dwóch słowach”… Ale tak naprawdę byłam oszołomiona. Mama przyjaciółki, właścicielki Prestige Lingua – szkoły językowej, która udostępniła się na to wydarzenie – powiedziała… „Ależ ona ma przyjaciół”!

Kochani, ależ ja mam przyjaciół. Wiedziałam, że są wspaniali i w razie czego(kolwiek) zawsze ktoś mi pomoże… Ale dopóki takie cokolwiek jest tylko teorią, to nie znamy mocy tych przeczuć.

Dziękuję Wam wszystkim z całego serca. Jestem Wam ogromnie wdzięczna za tę akcję, za wszystko, co się wydarzyło w to Święto Niepodległości.

Jeszcze się spotkamy, gdy zapach druku rozejdzie się w powietrzu.

Zapraszam.

P.S. Założenie projektów crowdfundingowych jest takie, że projektodawca otrzyma pieniądze, jeśli uzbiera całą kwotę (lub ją przekroczy). Jeśli nie sięgnie celu, to wszystkie środki finansowe są zwracane wpłacającym… Dla wpłacających – żadnego ryzyka. Dla projektodawcy – dreszczyk emocji i ciągłej niepewności. Zbieram dalej. Jeszcze 20 dni.

https://polakpotrafi.pl/projekt/zyjemy-jeno-w-snach

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.